Taki Fotograf Ślubny, ten to ma dobrze …

Zdarza się, nie często, ale raz na jakiś czas, zwykle podczas wesela, ktoś z czystej życzliwości zagaduje: „Pan to ma dobrze”. A jakże odpowiadam, pewnie że mam dobrze, chociaż wiem, że często mało kto zdaje sobie sprawę, co tam się kryje za tzw. pstrykaniem do kotleta.

Przeważnie myśląc o usłudze fotografii ślubnej, nie zdajemy sobie sprawę, że to zadanie nie kończy o 1 w nocy na zdjęciach z ‚krojenia tortu’. Tak naprawdę to dopiero zakończenie pierwszego etapu pracy fotografia ślubnego.

Bywa, że część moich rozmówców nie rozumie na czym polega ten proces, jakim jest bez wątpienia realizacja zlecenia fotograficznego. Wcale się zresztą nie dziwię, ja też nie rozumiem jak odbywa się wybudowanie autostrady i dlaczego tyle to kosztuje (i dlaczego po roku trzeba poprawiać). Każdy jednak specjalizuje się w jakiejś dziedzinie, i ważne aby robił to co robi najlepiej.

Chcąc Ci nieco przybliżyć wagę zadań jakie przede mną stoją, spróbuje w skrócie – bez przynudzania – nakreślić mniej więcej jak to się odbywa.

Pomijam tu wszelkie sprawy związane z przygotowanie mojego warsztatu pracy czyli zakup i serwisowanie sprzętu fotograficznego i komputerowego oraz oprogramowania, szkolenia, marketing, księgowość itp, itd. Powiedzmy, że to jest logiczne i zrozumiałe.

Swoją pracę nad konkretnym zleceniem zaczynam od pierwszego kontaktu z Młoda Parą, w zasadzie jeszcze narzeczonymi. Wymiana maili i telefonów skutkuje najczęściej spotkaniem i podpisaniem umowy.

Kolejnym krokiem jest kontakt z Młodą Parą kilka dni przed ślubem. Zwykle proszę o wypełnienie krótkiego formularza on-line i w razie potrzeby kontaktuję się telefonicznie w celu dogadania planu dnia.

Dzień przed godziną zero, to czas przygotowań, nie tylko Nowożeńców, ale również moich. Sprawdzanie aparatów fotograficznych, ładowanie akumulatorów aparatów i lamp błyskowych (jest tego trochę). Czyszczenie szkieł obiektywów, pakowanie torby, a w zasadzie toreb, od dawna w jednej torbie całego sprzętu nie zmieszczę.

Dzień ślubu – no cóż – zdjęcia, zdjęcia i jeszcze raz zdjęcia, zwykle od godziny 11 do 1 w nocy z aparatem w ręku, a drugim u boku.

Dzień po ślubie – czas na relax. Chciało by się 🙂 To czas na zgrywanie materiału z kart pamięci na dyski komputera. Dyski, a nie dysk, bo dane muszą być odpowiednio zabezpieczone – wiadomo, na wszelki wypadek.

Kolejny dzień to selekcja zdjęć. Podczas reportażu ślubnego powstaje od ok 1.5 do 3 tysięcy zdjęć. Wybór tych najlepszych pod względem technicznym, ale również emocjonalnym to kolejne 6-10 godzin przed komputerem.

Po dobrze przeprowadzonej selekcji nadchodzi czas na obróbkę zdjęć. To czas dzielony pomiędzy komputerem, a … czajnikiem. Zdjęcia, kawa. Kawa zdjęcia. Dobrze, że lubię kawę 🙂 To etap, który trwa najdłużej, od 2 do 3 tygodni.

Koniec obróbki, to jeszcze nie koniec pracy. Jak już wszystkie zdjęcia są obrobione, to należy przeprowadzić koleją selekcję – wybór zdjęć do albumu lub fotoksiążki oraz wybór zdjęć, które zostaną wywołane jako odbitki na papierze. Jeżeli zamawiana jest fotoksiążka lub fotoalbum, to projektuje jeszcze ich wygląd i wysyłam do produkcji (kolejne 1-2 dni). Teraz mam kilka dni przerwy (mogę zająć się kolejnym zleceniem) bo po 3-4 dniach otrzymuję z drukarni gotowe produkty i z dumą przekazuję je uradowanej Parze Młodej.Tak więc, jeżeli kiedykolwiek pomyślisz, że taki fotograf ślubny to ma dobrze, to… masz rację. Ja lubię to co robię i wkładam w to całe serce. Jeżeli też chcesz mieć tak fajnie, ale nie umiesz robić zdjęć, to zapraszam na kursy fotografii, które prowadzę w Podlaskiej Akademii Fotografii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *